Będzie nowa Karta Nauczyciela?
Będzie nowa Karta Nauczyciela?
„Uważam, że nauczyciele zasługują na nowoczesną, napisaną przejrzystym językiem Kartę Nauczyciela. Niech stworzenie takiego dokumentu będzie naszym wspólnym celem” – te słowa padły z ust minister Katarzyny Hall na spotkaniu zorganizowanym w dn. 24.03.2010 r. w siedzibie MEN.
Usłyszeli je przedstawiciele samorządów, szkół niepublicznych, instytucji oświatowych oraz związków zawodowych. W prasie błyskawicznie pojawiły się informacje o planach likwidacji Karty Nauczyciela. I rozpoczął się kolejny etap wojny nerwów między resortem a związkowcami.
Jak donosi prasa, rzecznik MEN przed wspomnianym spotkaniem miał porównać Kartę Nauczyciela do otwartej rany, a kolejne nowelizacje do opatrunków. Nic nowego. W sprawach wielkiej wagi politycy bądź ich przedstawiciele chętnie uciekają się do porównań wojennych lub medycznych. Stawiając diagnozę, wskazują na doniosłość problemu, powagę sytuacji i trud misji, jakiej się podejmują. Resort edukacji sporządził wstępne rozpoznanie, i rzeczywiście – zapowiada się na szeroko zakrojone zmiany. Brzmi to trochę tak: dość kolejnych plastrów, potrzeba zdecydowanego cięcia. Jak wyrok. Ale czy Karta naprawdę pójdzie pod nóż?
Związki nie chcą zmieniać Karty
Zmian najbardziej obawiają się nauczycielskie związki zawodowe. Dlaczego? Bo Karta to nie tylko obowiązki, ale też przywileje i uprawnienia w kluczowych dla nauczycieli obszarach – czasu pracy i systemu wynagradzania. Związkowcy boją się, że przy okazji prac nad reformą pragmatyki służbowej rząd znów wróci do kwestii pensum, dodatkowych zajęć pozalekcyjnych czy emerytur. Do tej pory stronie rządowej jakoś udawało się, trochę tylnymi drzwiami, „przemycać” różne rozwiązania niemile widziane przez nauczycieli i reprezentujące ich organizacje związkowe: jak nie udało się podwyższyć pensum, to dodano nauczycielom dodatkowe godziny zajęć; odebrano prawo do emerytur pomostowych, ale – kiedy realna stała się groźba strajku – MEN zrekompensował im utratę uprawnień emerytalnych odpowiednim świadczeniem, które nota bene do października ubiegłego roku otrzymało 7 osób, a po zmianie interpretacji na korzystną dla nauczycieli… kolejnych 7.
Tym razem nie będzie łatwo. Związki odrzucają jakiekolwiek większe zmiany w ustawie, obawiając się pogorszenia statusu zawodowego nauczycieli. O zastąpieniu KN innym aktem ustawodawczym zarówno ZNP, jak i oświatowa Solidarność nie chce nawet słyszeć. Związkowcy podnoszą przede wszystkim problem niskich nakładów finansowych na oświatę: subwencja nie wystarcza, by pokryć wydatki związane z prowadzeniem szkół i placówek, wynagradzaniem nauczycieli itd. Według związkowców problem niedofinansowania szkolnictwa w Polsce jest skutkiem niedoboru środków zagwarantowanych w budżecie państwa, a nie sposobu ich wydatkowania. Dlatego rząd powinien znaleźć więcej pieniędzy na oświatę, ale nie kosztem nauczycieli.
Samorządom „uwiera” Karta Nauczyciela
Samorządy, które często łatają dziury w oświatowym budżecie, mają na ten temat inne zdanie. Obecny system wynagradzania nauczycieli zmusza organy prowadzące do wydatkowania ściśle określonych w KN, sztywnych kwot składających się na uposażenie nauczycieli. Samorządy z chęcią przyjęłyby większą swobodę w kształtowaniu nauczycielskich pensji, na które wydają sporą część środków przeznaczonych na finansowanie oświaty. Gminne budżety nadwerężają też liczne nauczycielskie dodatki; propozycje likwidacji dodatków: wiejskiego i mieszkaniowego pojawiały się już niejeden raz. Wysokie są też koszty nauczycielskiego urlopu dla poratowania zdrowia, nie tak dawno Związek Gmin Wiejskich zgłosił postulat, by wynagrodzenie nauczycieli przebywających na tych urlopach wypłacał ZUS, a nie samorządy. Rozmowy na ten temat utknęły w martwym punkcie, bo MPiPS odrzuciło pomysł, argumentując, że skoro nauczyciele płacą takie same składki jak wszyscy inni pracownicy, to dlaczego miano by im przyznać dodatkowe przywileje. Tak czy inaczej, MEN będzie musiał zmierzyć się i z tym problemem. W sprawach oświaty w wielu punktach poglądy samorządowców i resortu są zbieżne.
Resort chce rozmawiać
Strona rządowa nie zaprzecza, że w oświatę przydałoby się „wpompować” więcej pieniędzy, ale uważa, że bez przeprowadzenia koniecznych reform nawet duży zastrzyk finansowy przyniesie tylko krótkotrwałą poprawę. Ministerstwo zapewnia, że zależy mu na trwałej zmianie, stąd propozycja rozwiązań systemowych, a te z reguły wywołują społeczne obawy, szczególnie jeśli dotyczą dużych grup zawodowych.
Wydaje się jednak, że, na razie przynajmniej, strach ma wielkie oczy. Nie wiadomo jeszcze, co rząd chce zaproponować nauczycielom. Resort, jak widać, przywiązuje dużą wagę do dialogu społecznego, skoro na dzień przed spotkaniem powołał Zespół opiniodawczo-doradczy ds. statusu zawodowego nauczycieli – ma to być platforma wymiany pomysłów, z których za około pół roku narodzą się „propozycje założeń” do zmian w KN. Lista zagadnień, które zostaną poddane dyskusji podczas prac Zespołu, jest na razie dość ogólna:
- zakres przedmiotowy i podmiotowy nowej ustawy (m.in. jak włączyć do systemu edukacji nauczycieli akademickich, praktyków zawodu, artystów),
- wzmocnienie motywacyjnego charakteru awansu zawodowego i systemu wynagradzania nauczycieli,
- umacnianie prestiżu zawodu nauczycielskiego poprzez usprawnienie systemu wynagradzania i awansu,
- modyfikacja organizacji czasu pracy szkoły i nauczycieli, w tym efektywne wykorzystanie dodatkowych godzin na pracę z uczniem o specjalnych potrzebach edukacyjnych.
Nie jest to lista zamknięta. Resort oczekuje na propozycje wszystkich zainteresowanych stron.
Małgorzata Tabaszewska