Biblioteka Prawa Oświatowego

ZAMÓW DOSTĘP
Przypomnij mi login i hasło
Wyszukiwanie zaawansowane »

Kogo bolą krzyże?

Kogo bolą krzyże?

Ostatnio niektórzy posłowie uskarżają się na ból krzyża, i to nawet publicznie. Nic dziwnego. Tak samo jak grypa i inne sezonowe dolegliwości, ból krzyża lubi występować z pewną regularnością.

Zazwyczaj atakuje w okresie kampanii wyborczej: wtedy – jak wiadomo – cel uświęca środki, więc „święconymi i święcone atakować można”. Jednak nie zawsze jest to ból rodzimego pochodzenia, ostatnio za sprawą strasburskiego trybunału zyskał wymiar europejski. Sędziowie orzekli, że krzyż w szkolnej przestrzeni publicznej narusza prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami oraz wolność religijną uczniów. Powódka za moralne straty, jakie poniosło jej dziecko, zmuszone do nauki w cieniu krzyża, ma nawet od włoskiego państwa dostać odszkodowanie.

Ponieważ ból ciężko jest znosić samotnie, w geście solidarności na ból krzyża zachorowała polska lewica. I tak z ziemi włoskiej do polskiej przywędrowała tym razem mało przystająca do polskiej tradycji pieśń, tak mocno już ograna w ludowej ojczyźnie. Prominentni przedstawiciele lewicy dość krzykliwym, żeby nie powiedzieć „skrzypiącym”, tonem wspomogli Trybunał, żądając usunięcia z publicznej przestrzeni symbolu, który i dla wielu Polaków stanowi część narodowej tradycji. Cóż, można się było tego spodziewać…, liczyliśmy jednak na więcej. Lewica okazała się mało kreatywna i nie wniosła do strasburskiego orzeczenia nic nowego. Aż dziw bierze, że zostawiła w spokoju gimbusy. Przecież niemal w każdym szkolnym autobusie zamiast albo obok „pachnącego” jabłuszka, żabki z rozdziawioną gębą czy świętego Krzysztofa, który czasem wygląda jak kloszard, czyli niegroźnie (takie „nie wiadomo co”), dynda krzyż. I to nie wisi nieruchomo jak na ścianie, tylko niezmordowanie kiwa się, to w przód, to w tył, to na boki. Toż to dopiero agresywna propaganda! Czy ktoś o tych uczniach, spędzających 15 minut w autobusie, pomyślał?

No tak, przecież do szkoły można iść pieszo. Co więcej, niektóre dzieci muszą. I choć być może dzięki temu nie skarżą się na ból krzyża, ich rodzice raczej nie są z tego stanu rzeczy zadowoleni. Przy tak wąskich poboczach bezpieczniej byłoby jechać. Czy to wina dziecka czy rodzica, że próg ich domu od szkolnej bramy dzielą mniej niż trzy lub cztery kilometry? Tatuś nie pomyślał, kiedy stawiał fundamenty? Skąd mógł wiedzieć. To już jest realny problem. Rodzice protestują. Urzędnicy wzruszają ramionami: taka ustawa. Dzieci idące pieszo machają swoim kolegom siedzącym w autobusie. Politycy składają interpelacje. A co lewica ma w tym temacie do powiedzenia. Żadnych rozwiązań? No tak, krzyż na drogę…

Małgorzata Tabaszewska