Burza wokół opłat za przedszkola
Burza wokół opłat za przedszkola
Im bliżej wyborów, tym większych rumieńców nabiera polityczna gra o przedszkola: coraz bardziej przypomina dziecięcą zabawę "piłka parzy", przy czym w roli okrągłego przedmiotu występuje - traktowana jako źródło wszelkich nieszczęść - zeszłoroczna nowelizacja u.s.o., której zawdzięczamy obecne zasady uiszczania opłat za przedszkola.
Stawka za godzinę
Uchwalona w dn. 05.08.2010 r. ustawa zmieniająca u.s.o. (Dz.U. z 2010 r. Nr 149, poz. 991) wprowadziła zapis, zgodnie z którym publiczne przedszkole to placówka, która zapewnia bezpłatne nauczanie, wychowanie i opiekę w czasie ustalonym przez organ prowadzący, nie krótszym niż 5 godzin dziennie. W ustawie zapisano też, że organ prowadzący ustala wysokość opłat za świadczenia udzielane przez przedszkole publiczne w czasie przekraczającym wymiar zajęć ustalony przez ten organ jako bezpłatny.
Na gruncie obecnych przepisów organ prowadzący szkołę musi więc wydać dwie uchwały. W jednej określa liczbę godzin, w których świadczone będzie bezpłatne wychowanie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by tych bezpłatnych godzin było więcej niż 5 dziennie, ale nie może być mniej. Po drugie, gmina musi podjąć uchwałę w sprawie opłat za wszystkie godziny wykraczające poza dzienny bezpłatny limit.
I to właśnie te uchwały wywołują najwięcej kontrowersji. Media donoszą, że niektóre gminy, korzystając z nowych przepisów, zdecydowały się zastąpić dotychczasowe zryczałtowane opłaty stawkami liczonymi za każdą godzinę opieki świadczonej przez przedszkole. W efekcie opłaty, które muszą wnosić rodzice, miały wzrosnąć nawet dwukrotnie w porównaniu z rokiem poprzednim. Samorządowcy tłumaczą, że teraz, dzięki nowym zasadom, rodzice nie muszą płacić za dni nieobecności dziecka w przedszkolu.
ZMP: to nieprawda, że wszędzie opłaty rosną
Specjalne oświadczenie w sprawie problemu odpłatności za przedszkola wydał prezes Związku Miast Polskich, Ryszard Grobelny. Zaprotestował w nim przeciw – jak to określił – nieprawdziwym, uogólniającym wypowiedziom, które sugerują, że wszystkie samorządy w Polsce znacząco podniosły opłaty za przedszkola. Jego zdaniem związane z kampanią wyborczą emocjonalne wystąpienia polityków, zarzucające gminom, że kosztem dzieci i ich rodziców łatają swoje budżety, nie mają nic wspólnego z rzeczywistą działalnością samorządów. – Gminy działają w tym zakresie, na podstawie upoważnień ustawowych, autonomicznie. Normalną rzeczą jest w takich sytuacjach dialog ze swoją społecznością lokalną (…). Każda uchwała rady gminy podlega kontroli wojewody pod tym względem – także ta, która doprowadziła do nagłośnionego w kampanii konfliktu lokalnego – wskazuje prezes ZMP. Jego zdaniem za obecny stan rzeczy odpowiedzialne są wszystkie partie polityczne. – Wiedząc, że subwencja nie obejmuje przedszkoli, zwiększając ponownie zakres zadań w edukacji przedszkolnej, umieszczono w ustawie zapis umożliwiający samorządom gmin zwiększenia w niewielkim stopniu odpłatności za przedszkola. Głosowały za tym wszystkie kluby parlamentarne, wiedząc, że gminy same nie znajdą już środków na ten cel w swoich budżetach – przypomniał Ryszard Grobelny.
Subwencja oświatowa kością niezgody
Dziś żadna siła polityczna nie chce przyznać się do ustawy, którą w mediach obarcza się winą za wywołanie szeregu lokalnych konfliktów, w tym najbardziej nagłośnionego strajku okupacyjnego w przedszkolu w Biskupcu, w który zaangażował się także ZNP. Z obozu rządzącego padła nawet sugestia, że zeszłoroczna nowelizacja u.s.o. to inicjatywa Związku Nauczycielstwa Polskiego. W odpowiedzi ZNP przypomniał: zmiana u.s.o. była wspólnym pomysłem MEN i posłów. Kto jest zatem odpowiedzialny za niepopularne przepisy? – po trosze wszystkie siły polityczne. W dn. 05.08.2010 r. za ich przyjęciem głosowały przecież wszystkie kluby parlamentarne, także SLD, który 07.09.2011 r. skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego.
Zdaniem posłów lewicy pobieranie opłat przez publiczne przedszkole jest niezgodne z konstytucją – przedszkola powinny być finansowane z subwencji oświatowej, tak jak szkoły, a brakujące na ten cel środki znalazłyby się w budżecie po wycofaniu polskich żołnierzy z Afganistanu. O obywatelskiej inicjatywie „Przedszkole dla każdego dziecka” przypomniał ZNP – projekt przewidujący objęcie wychowania przedszkolnego subwencją oświatową utknął w Sejmie. Swój pomysł na uzdrowienie sytuacji przedstawił też PiS, proponując 10-godzinny dzienny limit bezpłatnych zajęć przedszkolnych, nie wskazał jednak, skąd miałyby pochodzić pieniądze potrzebne, by wydłużyć czas bezpłatnej opieki. Źródło finansowania wskazał za to Ruch Palikota, który zaproponował, by zredukować liczbę radnych sejmików wojewódzkich i radnych gminnych, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na przedszkola.
W obecnej, kończącej się już kadencji nawet najbardziej błyskotliwy projekt nie ma już szans na dalsze procedowanie. Mimo to polityczna licytacja trwa w najlepsze – w końcu rodzice to potencjalni wyborcy. Resort edukacji zapewnił, że przygląda się uchwałom podejmowanym przez gminy i przypomniał, że rodzice mają prawo wiedzieć za co płacą – jeżeli uchwała samorządu zawyża koszty utrzymania dziecka w przedszkolu, mają prawo zgłosić to wojewodzie.
Małgorzata Tabaszewska